Webmasterzy webmasterom

Swoboda słowa

Inaczej brzmiała wzmianka naszego pisma, o której na wstępie wspomnieliśmy i której tu należy się kilka słów wyjaśnienia. Każdy rozsądny człowiek przyzna, że konsekwentność nawet najstaranniej prowadzonego organu zależy w znacznej części od konsekwencji i dbałości jego współpracowników, których sądom redakcja udzielać musi większy lub mniejszy kredyt. Bo czyż jest podobieństwem, ażeby ona dla skontrolowania kilkuwierszowych literackich notatek odczytywała wszystkie odnośne książki?

My, utrzymując zasadę swobody przekonań i słowa, narażeni jesteśmy częściej na sprzeczności niż inne pisma z odwiecznym i niezmiennym katechizmem. Chociaż to nieraz dotkliwie nam się uczuć daje, wolimy szczerze poprawiać dysonanse odzywających się u nas głosów, niż je wzorem kolegów doprowadzać do papuziego unisona. Dysonansy te nie występują u nas nigdy jaskrawo z łona stałych sił redakcji, które w długim i ciągłym połączeniu miały czas się zrozumieć i pogodzić, ale zawsze płyną ze współ-pracownictwa świeżego i zmiennego, jakim rubryka Ech dla zebrania reporterskiego materiału posługiwać się musi. Byłoby dla nas rzeczą bardzo pożądaną mieć swoich własnych reporterów, ale ponieważ jest to niemożliwym, korzystamy więc z zabiegliwości i pracy ludzi zaopatrujących jednocześnie w doniesienia kilka redakcyj. Że ludzie ci mogą często pomylić się w adresie swych notatek i zamiast posłać coś Gawłowi, posyłają Pawłowi, dowodem niewłaściwie nam ofiarowana wzmianka o Szkicach węglem, która zamiast ozdobić szpalty wielu warszawskich tygodników i dzienników, oszpeciła nasze pismo. Jej autor5 zgrzeszył (tylko względem nas) dwoma zdaniami: pierwszym, w którym powiada ustami naszego pisma, że w powieści p. L[itwosa] „nie ma ani jednej duszy poczciwej”, co jest nieprawdą, bo jest ich kilka, i drugim, gdzie twierdzi, że w naszym kraju „są ludzie grzeszący może zbytkiem serca i uczucia, ale bezwarunkowo serc zgniłych i dusz wystygłych nie ma”. Ostatni ten wiwat, za zdrowie naszej poczciwości wzniesiony w szpaltach „Przeglądu” i widocznie przygotowany dla redakcji jakiegoś czułego organu, jest główną naszą winą, którą jednak dostatecznie odpokutowaliśmy wywoławszy przeciw sobie zgrozę „dusz przegniłych”, które nas do odpowiedzialności pociągnęły.

Polecam kurs

Dodaj komentarz

Podpis:

E-mail:

Website:

Comment:

Preview:

 
 

Partnerzy serwisu

Reklama

© 2008-2009 - WebStart.boo.pl